Piotra życie i odejście
i refleksje moje...

Bóg. On pierwszy nas ukochał.
Miłość to Jego właściwość.
Szuka wciąż nieustająco
tych, którzy ten dar podejmą.

Znalazł ciebie mnie i wielu
może nieświadomych tego,
w jaką rzeczywistość wchodzą...
Przez 40 lat prowadza,

wodzi po pustyni życia...
40 to tyle ile
właśnie jest potrzeba
żeby "stary człowiek" umarł
i nowy, mógł wejść do nieba.

Jednym lżej dla innych ciężej
ten proces przebiega...
On to widzi i wie lepiej
ile, komu, jak potrzeba...

Bo wszystkich prawdziwie kocha
i wszystkich chce wziąć do nieba...
Pragnie, by pierwiastek życia,
To, co tchnął w człowieka,
"jak deszcz po zwilżeniu ziemi"
powrócił do Niego...
Na to cierpliwie wciąż czeka
i powołuje do Siebie
w najlepszym momencie życia.
By w nieskończoność przyodziać
to co skończone, co ziemskie.

Ukazując pozostałym
jak żyć i do czego dążyć.
Takim to spektaklem Bożym
było życie i śmierć Piotra...
I to ziemskie pożegnanie
przez lud Żywego Kościoła...

A więc Bracie Tyś powrócił
już do Domu Ojca...
Pamiętaj o tych, co jeszcze
w trudzie ziemskiego żywota
dożywają końca...
I DO ZOBACZENIA...
AMEN. ..